Groteskowo- złośliwe stadium obsesji gryzącej. >> środa, 18 maja 2011 00:02:48
To rodzina i najbliżsi zmistyfikowali oskarżenia sumienia, by skanalizować natręctwa obsesjonatki.
Czekam na dobrą puentę.
A jednak szansy na coś więcej szkoda.
K. K.komentarze [0]Dywagacja nad wylansowanym terminem alienacji. >> wtorek, 15 lutego 2011 15:34:29
Czy w dzisiejszych czasach alienacja nadal jest tożsama z odseparowaniem się od mocy sprawczych jednostki? Czy nadal osoba, będąc wyalienowaną, nie myśli o sobie w kategoriach sprawczych, lecz w kategoriach statycznych, gdyż takiego zachowania oczekuje się od niej? W dalszym ciągu wpływ na alienowanie się od samego poczucia bycia człowiekiem ma popadanie w myślenie o sobie jak o czymś, co nie ma żadnej wartości, gdyż nikt wcześniej istnienia takiej wartości w danej jednostce nie potwierdził? Kiedyś problem alienacji rozpatrywano w dwóch płaszczyznach: w sferze obcości jednostki wobec samej siebie oraz w kontekście mechanizmu alienowania jednostki ze społeczeństwa poprzez powodowanie, by jakaś cecha jednostki [bądź też sama jednostka], stawała się nieprzyjazna lub wroga. Sama alienacja była w przypadku jednostki groźną o tyle, o ile w jej mechanizm wpisana jest konieczność spojrzenia na siebie jak na obiekt, co wiąże się poniekąd z negatywnym uprzedmiotowieniem siebie i traktowaniem innych jak obiekty, które są źródłem alienacji.
Alienacja dziś to tylko wytwór mody i kolejny tracący na wartości termin.
K. K.komentarze [0]Mimo-wolnie-(j).
Po trzy słowa. >> piątek, 2 lipica 2010 18:22:17
Nici z nadziei.
Zwiążę się trwalej.
Obława na obawy.
I pokochać bez.
K. K.komentarze [0][Abstrahując od tematu:]
bo i na fałszywej wadze można dobrze ważyć. >> czwartek, 27 maja 2010 15:48:59
Coś we mnie pękło. Robię oględziny wstępne.
Użycie słów zabrałoby zbyt wiele cennej energii, więc po prostu spójrz na mnie, spójrz na moje kształtne formy, nie całkiem grzecznościowe. Środkowy palec też nie kłamie.
Nie mam zamiaru poszerzać gardła na tyle, by to wszystko przełknąć. Za dużo szacunku mam do siebie. I poczucie humoru nie ma tu nic do rzeczy.
Nazwij kapustę tulipanem, nos - dupą, a 'to'- przyjaźnią. Nazywaj to jak chcesz. Wyjdzie na to samo. Ja różnicy już nie widzę.
K. K.komentarze [0]Zdarzają się sytuacje, w których być rozsądnym znaczy być tchórzem. >> czwartek, 20 maja 2010 19:55:41
1+1 nie zawsze równa się 2.
Za dużo rzeczy mi bokiem wyszło i przez to, udało się, weszłam na prostą.
Etap otwierania się. Przez skórę, mięśnie i ścięgna, aż do kości. Moja głowa przepadła gdzieś między brodą, a żebrami. Reszta zaplątała się w ramionach.
Niedosyt nieprzespanej nocy, choć nie odnajdywany co świt, nauczył by cierpliwie czekać. Jest to nagradzane, lecz trzeba pamiętać iż powyżej dwóch tygodni to już porzucenie. Pewnych granic i terminów nie należy przekraczać. Bo to krok za daleko. Tak ustalono poprzez nieme pertraktacje. Tego się trzymać należy by nie puścić wszystkiego, bo odpuszczenie zostało obustronnie całkowicie odrzucone.
Lepka sieć zależności uplotła się sama.
Wynik nie musi już wynosić 2, wystarcza, że 0,5 + 0,5 dało nam całość.
K. K.komentarze [0]Pożądanie nie pożąda zaspokojenia.
Wprost przeciwnie- pożądanie pożąda pożądania. >> wtorek, 27 kwietnia 2010 21:57:35
'Tradycyjny związek pomiędzy potrzebami a ich zaspokojeniem został odwrócony: obietnica i nadzieja zaspokojenia pojawią się wcześniej niż sama potrzeba i będą zawsze większe niż istniejąca już potrzeba, lecz nie na tyle wielkie, by przeszkodzić pragnieniu dóbr, jakie niesie ta obietnica. W rzeczy samej, obietnica jest tym atrakcyjniejsza, im mniej znajoma jest dana potrzeba; wiele radości sprawia doświadczanie czegoś, czego istnienia się nawet nie podejrzewało. Ekscytacja zawiązana z nowymi i bezprecedensowymi doświadczeniami stanowi istotę gry.
Walka z oponentem, który podąża za takim wzorcem, jest przegrana, zanim jeszcze się zaczęła. Niekoniecznie z powodu budzącej respekt siły i umiejętności przeciwnika, lecz ze względu na jego postawę życiową: jego nieuchwytność, niezłomną odmowę zaangażowania się w podejmowanie zobowiązań, mistrzostwo w przypominającej wyczyny Houdiniego sztuce ucieczki z najciaśniejszych klatek i otwierania najbardziej skomplikowanych kłódek.
Podobnie jak wszystko co może mieć uzasadnioną nadzieję, że stanie się celem pożądania i przedmiotem wolnego wyboru, musi być "ciekawe", różnorodne, ekscytujące, wyzwalać ducha przygody, zawierać pewien- aczkolwiek bez przesady- element ryzyka i dawać okazję do wciąż nowych wrażeń. Zajęcia monotonne, pełne powtórzeń, rutynowe, pozbawione elementu przygody, nie przyzwalające na inicjatywę i nie stanowiące wyzwania dla inteligencji ani szansy sprawdzenia siebie, są- po prostu- "nudne".
K. K.komentarze [3]Argumentum a fortiori.
Argumentum a maiori ad minus.
[ad feliciora tempora] >> czwartek, 15 października 2009 23:08:39
Komu wolno więcej, temu tym bardziej wolno mniej.
Komu wolno mniej, temu tym bardziej nie wolno więcej.
Jednakże jeśli dozwolony jest cel, to środki do niego prowadzące także są dozwolone.K. K.komentarze [0]Jedyny sposób na to, by zmądrzeć, to grać z mądrym przeciwnikiem. >> środa, 12 sierpnia 2009 18:04:36
Zadziwiające, połączenie talentu i umiejętności. Znalezienie odpowiedniej osoby, zainteresowanie- pierwszy krok za nami. Kolejny etap: każdy człowiek ma jakąś słabość, a 'im bardziej wyszukana gra, tym bardziej wyszukany przeciwnik' i większy nacisk stawiamy na prawidłowe rozpoznanie. Tym bardziej jeśli istnieją podobne cechy, pewne prawidłowości i jesteś zainteresowany.
Tym razem przeciwnik jest znakomity, umieścił mnie w otoczeniu, które potrafi kontrolować. To trzecia zasada: 'trzeba wybrać otoczenie, które łatwo kontrolować'. Znakomita przewaga. Zasługuje na pochwałę.
Następnie rzucił coś na przynętę, dał tylko trochę tego, co chciałam. Uśpił moją czujność podając swoją wersję zdarzeń, zmieniając mój punkt widzenia. Myślałam, że to nie może być aż tak znaczące. Wielu się na to nabiera. Kiedy w końcu podjęłam w pełni wyzwanie, wiedzieliśmy, że inteligencja została podważona a emocje położone na stole. Nikt się z tym nie może pogodzić i niewzruszony zrezygnować. Nawet ja.
'Wojny się nie uniknie- można ją tylko przełożyć, aż wróg będzie silniejszy'. I tak się stało w tym wypadku. Po paromiesięcznej przerwie wróciliśmy do kolejnej rozgrywki wywołując tym samym wojnę między nami, a jedynym tak naprawdę realnie istniejącym dla nas zagrożeniem- wrogiem, do którego oboje jesteśmy przywiązani i uważamy go za przyjaciela. Każdy chroni przyjaciół. My chronimy nasz ból, naszą samotnię zrodzoną z niego. Wszystkim co mamy. Gdy to ogarnę- wygram.
'W każdej grze zawsze jest przeciwnik i zawsze jest ofiara. Podstęp polega na wyłapaniu, kiedy jesteś tym drugim...
...żebyś mógł stać się tym pierwszym.'K. K.komentarze [0]Tanecznym krokiem- dwa w przód i trzy w tył. >> środa, 12 sierpnia 2009 00:41:50
Pogubiłam się. Zbłądziłam w krętym labiryncie własnych uczuć i słabości, zaplątałam w przemyśleniach. Przygniata zaduma. Jestem już zbyt zmęczona, zbyt zużyta.
Chciałam, starałam się. Pierwszy raz w życiu się starałam o czyjeś względy. Ja o czyjeś, nie na odwrót. I ta zbieżność sygnałów, to było chyba najgorsze. To poczucie bycia przynależnym, by dzień później się wycofywać.
Zniknął.
Karma.
Dopadło mnie.
Miałam już wszystko poukładane, uporządkowane i niemal dopięte na ostatni guzik. Już wybiłam sobie to z głowy wszelkie 'głupoty'. Fakt, romanse się zdarzały. Bardziej z przyzwyczajenia i dla zabicia monotonii. Jednakże były epizodyczne, mogłam zakończyć w każdej chwili.
Pojawił się.
Kac moralny, znów się dałam wciągnąć. Jak z nałogiem.
Gonienie za cieniem... zupełnie jakbym polowała na samą siebie. Choć trzeba mu oddać, jest lepszy, ma przewagę. Ortodoksyjny introwertyzm, egocentryzm i zamiłowanie do swej samotni.
To po co mnie wplątał w tą gierkę? Przecież on z założenia tak nie działa, nie robi. Więc czemu jednak tak właśnie to wygląda?
K. K.komentarze [0]W tej historii nie ma ofiar- jest tylko wolontariat >> wtorek, 6 stycznia 2009 20:26:25
Prawie trzy lata temu skończył się ważny [tak przynajmniej wtedy sądziłam] rozdział w moim życiu, wtedy również nie mogłam spać i żaden alkohol tego nie zmieniał. Mogłam pić na umór, wracałam do domu na czworaka, a i tak sen nie chciał przyjść. Wtedy to była kwestia 'przyzwyczajenia się do zasypiania obok kogoś' a raczej próba odzwyczajenia się- tak to sobie przynajmniej tłumaczę do teraz... ale prawda jest taka, że jest to chyba kwestia bólu, chęć zadręczenia się, katowania własnej osoby. Hobbistycznie i nieprzymusowo.
Czy przyjmujemy tyle bólu ile na to pozwolimy?
Nawet lubię to otępienie po nieprzespanej nocy, te majaczenie, wenę ku tworzeniu nowych niemożliwości. Zaciera się granica rozsądku, umysł płata figle, zmory, zwidy, majaczenie. Niektórzy biorą rożne środki by poczuć tą inspirującą niemoc. Ból przeminął, została bezsenność i świadomość własnych słabości.
K. K.komentarze [0]Przy tym charakterze trzeba by napisać: sic! >> poniedziałek, 25 lutego 2008 00:02:29
Staję sie coraz bardziej niepokorna. Wybredna, aż nazbyt. Uwikłana w nieścislości własnego rozumu. Szaleję. Chyba uzależnilam sie od adrenaliny. Od kofeiny napewno. Już się nie bronię przed sobą. Nie dotrzymasz mi już kroku. Góruję, ale wiem, że nie upadnę.
Jak dobrze jest w sobie. I ze sobą.K. K.komentarze [0]Jeśli nie wiesz dokąd idziesz to na pewno tam nie dojdziesz >> wtorek, 11 grudnia 2007 18:40:49
Samotność nie stanowi już przeszkody... nie sama w sobie. Stała się bardziej powiernicą, towarzyszką wypełniającą czas między kolejnym oddechem. Bawimy się całkiem dobrze. Ulubioną zabawą jest poznawanie zawiłości, przyczyn i skutków. Gdy nas to nurzy zaspakajamy podstawowe potrzeby - zmieniamy, naprawiamy, burzymy.
Muszę jej oddać jedno z pewnością: nauczyła mnie akceptacji. Otoczenia, sytuacji, siebie. Nie da się ukryć - polubiłam ją...
... niestety otoczenie mniej...K. K.komentarze [2]Najnudniejsza forma rozpaczy. >> piątek, 10 sierpnia 2007 03:57:11
Samotność niegdyś kochającej kobiety...
... strata złudzeń...
... brak perspektyw...
... tylko wspomnienia zostały...
... dokończ dzieła- dobij!K. K.komentarze [1]'... z zimnym szatańskim szyderczym uśmiechem...' >> piątek, 25 maja 2007 15:56:41
Po pewnym czasie, dochodzisz do wniosku, że ta ciecz, która na ciebie kropiła to wcale nie był deszcz... Nie będę się rozpisywać o zażenowaniu, rozczarowaniu- tak, to jedne z elementów, bezapelacyjnie… ale nie jedyne. Pozwoliłam sobie przydzielić złe miejsce w szeregu, niepotrzebnie pozwoliłam umniejszyć swoje zalety i wyolbrzymić wady. Na własne życzenie. Dałam przyzwolenie. Sobie i innym. Emocjonalna dziwka, która pozwoli wejść sobie na głowę dla odrobiny czułości, dla odrobiny ciepła. Pozwoli się opluć, zbrukać, poobijać- wystarczy, że później zamydlisz oczy i powiesz, że ‘kochasz’. Choć wspomnienia budzą tęsknotę... Jedynym winnym tej sytuacji jestem przed sobą ja… Jeśli więc szukasz winnego- mogę być winna i w Twoim rozrachunku...
Zapomniałam ile wartości jest we mnie jako człowieku. Nie dla innych. Teraz już mnie nie ma dla innych. Dla siebie. Przede wszystkim.
Zapomniałam jak to jest być kobietą. Nie dla innych. Teraz już mnie nie ma dla innych. Dla siebie. Przede wszystkim.
Z sumieniem i tak się rozliczysz…
… wcześniej czy później…
K. K.komentarze [4]Umiesz liczyć?
Licz na siebie! >> czwartek, 11 stycznia 2007 00:58:00
Krzyczeć tak by usłyszano, wypluć grdykę, płuca, nie oszczędzać przepony... Nikłe szanse, że usłyszy ktoś, jeszcze niklejsze, że zrozumie... Zedrzesz gardło- niepotrzebnie. Głuchota, oziębłość i martwica społeczna. Izolacja i mury obronne...
Zamknij oczy, policz do ilu chcesz, a gdy je otworzysz i tak będziesz po uszy taplać się w bagnie wraz z innymi Twego pokroju. Kim jesteśmy? Kogo z siebie uczyniliśmy? Ścierwo, które dusze zamieniło na wytyczne społecznie uznanej moralności...rzygać się chcę!
Tkwisz w tym, zastanawiasz się czasem „co dalej?”- odpowiedź prozaiczna „co tylko zapragniesz”, gówno prawda. Nic nie jest takim jakim byśmy to chcieli. Nic. Plany to domki z kart, a Los zdmuchuje je bez problemu. Wszystko co masz, wszystko co byś chciał/a mieć- na nic. „Szukaj sensu, celu, spełnienia”- w utopijnych ideach? W zakłamanych związkach i patologicznych, krótkotrwałych relacjach międzyludzkich? W chorych ideologiach? O rzeczach materialnych nie ma co pisać, przecież one szczęścia nie dają. Inwestować w siebie nie ma sensu- i tak inni tego nie uszanują. Najlepiej wyzbyć się niewinności, złudzeń i naiwności. Lepiej nigdy nie będzie, a trawa jest zawsze zieleńsza tam gdzie nas nie ma. Chcesz przeżyć życie spokojnie? Pogrąż się w martwicy społecznej i ochroń się za wysokim murem.K. K.komentarze [11]